Gdzie jest twoja granica?
Autor: Yossy Goldm
an
Parsza w tym tygodniu mówi o Pinchasie, który z całą stanowczością sprzeciwił się niemoralności, i ocalił cały Lud Izraela przed jej konsekwencjami. Jego reakcja co prawda pozwoliła mu mieć całą część Tory nazwaną jego imieniem, ale prawdę mówiąc nie jest on chyba jednak przykładem do naśladowania dla naszych dzieci. Jego działanie było tak gwałtowne i radykalne, bo i czasy były niezwykłe. Dzisiaj przemoc nie jest dla nas czymś „normalnym”. Zatem Pinchas – niewątpliwie bohater żydowski – nie jest dla nas wzorem do naśladowania. Przynajmniej jeśli chodzi o naśladowanie jego odważnego czynu.
Niemniej jednak, Pinchas dostarcza nam bardzo istotnej lekcji i okazji do zastanowienia się. Co musiałoby się stać, byśmy podjęli podobne działanie? Jakie wydarzenia spowodowałyby naszą równie gwałtowną reakcję? Czy bylibyśmy zdolni do równie stanowczej obrony tego, co uważamy za ważne i święte? Czy w ogóle cokolwiek byłoby w stanie nas równie mocno poruszyć?
Przychodzi mi na myśl pewne powiedzenie pierwszego rebe Lubawicz – Szneura Zalmana z Liadów, który powiedział: „Żaden Żyd nie jest w stanie 'rozwieść się' z Bogiem”. Innymi słowy – jeżeli tylko Żyd uświadomi sobie, że jego działania oddalają go od Najwyższego, nie będzie w stanie, nie będzie po prostu mógł kontynuować swojego postępowania. Nawet jeśli ta osoba nie jest specjalnie religijna, jest coś w naszej najgłębszej naturze, w naszym „żydowskim DNA” co nas powstrzymuje od działania przeciwko Bogu.
Znamy wszyscy wiele historii, które obrazują tę zasadę. Jedna z nich przychodzi mi na myśl – to historia pewnego żydowskiego aktora w czasie Holokaustu. Gdy Niemcy wkroczyli do miasta, w którym mieszkał wyciągnęli z synagogi Zwoje Tory, i rzucili je na ulicę. Ów aktor został zmuszony do dodatkowej profanacji Świętych Zwojów – Niemcy nakazali mu sikać na nie. Aktor ten nie był wcale religijny, prawdopodobnie nie widział on Tory z bliska już od dawna. Ale mimo wszystko nie był w stanie zrobić czegoś tak okropnego. Odmówił stanowczo. Został za to na miejscu zastrzelony przez rozwścieczonych żołnierzy. Aktor ów oddał życie „al kidusz Haszem” - na chwałę Wszechmogącego, i dołączył tym samym do szerokiego grona męczenników za wiarę.
Dla tego aktora, czyn jakiego oczekiwali od niego Naziści to było już za dużo. To była jego granica, za którą nie odważył się posunąć. Jak jest nasza granica? Czy religijnego punktu widzenia jest nią złamanie Szabatu, złamanie Jom Kipur, czy może małżeństwo z nie-żydem? A co z moralnego punktu widzenia – nieuczciwy interes, przekupstwo czy może morderstwo? Czy też z punktu widzenia polityki granicą dla nas jest Gusz Katif, Jerozolima czy może Tel Awiw? Gdzie są nasze granice wytrzymałości?
Nasze politycznie poprawne zasady zachowania promują takie wartości jak demokracja, prawa człowieka, tolerancja. W zasadzie wolność czynienia co się chce jest w naszym pokoleniu swoistym paradygmatem, czymś niemalże „świętym”. Tora czy też Dziesięć Przykazań odstawione zostały już dawno na boczny tor. Pierwszym i jedynym chyba przykazaniem naszych czasów jest: „Nie będziesz naruszał moich demokratycznych praw”.
Oczywiście w każdym państwie demokratycznym ludzie mogą wybrać swój styl życia i wartości jakie uznają. Ale jeśli nie ma w naszym życiu nic, co byłoby nas w stanie naprawdę poruszyć, co podniosłoby nam „ciśnienie”, co zmusiłoby nas do działania, przestajemy być istotami ludzkimi, tracimy nasze człowieczeństwo jako jednostki i jako społeczeństwo.
Historia Pinchasa i jego gorliwego czynu w obronie Tory, w obronie moralności daje nam pretekst do zastanowienia się nad naszym życiem, nad tym co dla nas istotne. Nie musisz być jak Pinchas by mieć swój punkt oporu, swoją własną moralną granicę. Jak jest moja granica wytrzymałości? Co sprawia, że zrywam się do działania? Czy jest coś, co inspiruje mnie, co podnosi moje „ciśnienie”? Czy to coś ma cokolwiek wspólnego z judaizmem?

