Sportowiec czy widz?

Autor: Yossy Goldman

2222.jpgJesteś zazwyczaj widzem czy aktywnym uczestnikiem? Czy jedynie oglądasz w telewizji Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, czy sam też czasem kopiesz piłkę?

Kilka lat temu organizatorzy tenisowego turnieju w Wimbledonie postanowili poszerzyć krzesełka dla publiczności. Powód tej decyzji był niezwykle prosty - nadwaga widzów. Okazało się, że fani oglądający tennis w najlepszym wydaniu sami nie zażywali zbyt wiele ruchu. Byle jedynie biernymi widzami wydarzeń sportowych.

Parsza, która w tym tygodniu czytana jest w synagogach nazywa się Korach - na pamiątkę kuzyna Mojżesza i przywódcy rebelii przeciwko niemu i Aharonowi. Zakończony niepowodzeniem bunt kosztował życie wszystkich jego uczestników, pochłoniętych przez ziemię. W ten sposób Bóg potwierdził wybranie Mojżesza na przywódcę Izraela i Aharona na Najwyższego Kapłana.

Ale czy parsza powinna nosić imię przestępcy? Korach był wszak grzesznikiem i na pewno nie stanowi dla nas przykładu do naśladowania.

Lubawiczer Rebe, którego rocznicę śmierci (jorcajt) obchodzimy w tym tygodniu, odpowiadał na to pytanie następująco: Korach niewątpliwie był grzesznikiem, ale w pewnym względzie może być wzorem do naśladowania. Jaki był główny cel życiowy Koracha? Pragnął on za wszelką cenę zostać Najwyższym Kapłanem. Dlatego chciał usunięcia Aharona z tego stanowiska - ponieważ sam chciał go zająć.

Musimy zrozumieć, że bycie Najwyższym Kapłanem to coś o wiele większego niż tylko sława, popularność, prestiż i przywileje. Piastowanie tej funkcji oznacza wielką odpowiedzialność. To na pewno nie było łatwe zadanie. Wiązało się z tą pozycją wiele ograniczeń - gdzie może chodzić, czym może się zajmować, kogo może poślubić, i tak dalej. Mimo to Korach miał na uwadze tylko jeden cel - osiągnąć stanowisko Najwyższego Kapłana.

Lubawiczer Rebe uczył, że właśnie tej cechy powinniśmy się wszyscy od Koracha nauczyć - pragnienia służenia Bogu na najwyższym możliwym poziomie świętości, pragnienia bycia "Najwyższym Kapłanem". Wszyscy powinniśmy mieś podobne aspiracje dotyczące świętości. Czyż nie byłoby naprawdę wspaniale, gdyby każdy z nas z całego serca pragnął poświęcić życie dla służby Najwyższemu?

Zbyt często jesteśmy zadowoleni gdy ktoś inny zajmuje się za nas świętymi sprawami. "Możesz założyć tefilin za mnie, rabinie. Babcia może za mnie przestrzegać koszerności, ktoś powinien za mnie walczyć z antysemityzmem, a ktoś inny powinien zająć się naprawą świata." A co ty będziesz robił? Obserwował?

Interesujące jest, że finansowe wsparcie dla różnego rodzaju instytucji religijnych pochodzi często od ludzi niereligijnych. To jest prawdopodobnie coś w rodzaju "zastępczego" judaizmu - wielu ludzi naprawdę wierzy w prawdziwość naszej religii i tradycji, ale nie mają sami wystarczająco dużo samozaparcia, by wiarę tę praktykować osobiście. Nie wierzą także że ich dzieci będą to robić. Któż zatem zatroszczy się o przyszłe pokolenia Narodu Żydowskiego? Wspierają zatem hojnie instytucje religijne, by te robiły to za nich.

Słyszałem kiedyś od profesora Velvela Greene z Uniwersytetu Ben Guriona w Ber Szewie interesującą historię. Pewien młody człowiek zgłosił się na ochotnika do oddziału spadochroniarzy w armii. W czasie pierwszego skoku ze spadochronem ów młody człowiek stanął w drzwiach samolotu, instruktor dał mu sygnał do skoku, on jednak stał sparaliżowany strachem. Instruktor stwierdził, że zdarza się to nawet najlepszym i ponowił próbę skoku. Ale kolejne próby nie przynosiły poprawy - młodzieniec nie mógł pokonać własnego strachu przed skokiem. Był zbyt przerażony. Instruktor w końcu spytał: "Powiedz mi synu, skoro tak bardzo boisz się skoczyć, dlaczego zgłosiłeś się do spadochroniarzy?" Młody człowiek odparł: "To prawda, jestem przerażony. Ale ja po prostu lubię mieć wokół siebie ludzi, którzy się nie boją...".

To wspaniałe ze są ludzie, którzy wspierają działalność różnego rodzaju organizacji. Ale nauczmy się z wielkiego pragnienia Koracha by zostać osobiście Najwyższym Kapłanem. Nie poprzestawajmy jedynie na byciu widzami, na obserwowaniu innych. Niech każdy z nas aktywnie uczestniczy w życiu żydowskim. Osobiście.