Liczy się każdy Żyd

Autor: Yossy Goldman

2222.jpgW pewnym małym miasteczku mieszkało tylko kilka żydowskich rodzin. Mieli oni dokładnie dziesięciu mężczyzn do modlitw – minjan i ani jednego więcej.

Wszyscy byli pobożni, toteż zawsze modlili się w minjanie. Pewnego dnia do miasteczka sprowadziła się nowa rodzina, teraz w miasteczku było już jedenastu dorosłych mężczyzn! Ale stało się coś dziwnego – o ile wcześniej zawsze był minjan, o tyle teraz coraz częściej nie mogli go zebrać! Dlaczego? Jeżeli wiemy, że jesteśmy niezastąpieni, staramy się bardziej. W przeciwnym wypadku – „nie liczcie dzisiaj na mnie”, „niech ten drugi to zrobi”.

W tym tygodniu czytamy w Torze o powszechnym spisie ludności. Ten fragment Tory jest czytany w synagogach zawsze w Szabat przypadający przed świętem Szawuot, „czasem nadania naszej Tory”. W samej Torze jest podobnie – liczy się każda, najmniejsza nawet litera. Brakująca litera czyni cały zwój niekoszernym – nie nadającym się do publicznego czytania.

Podobnie jeden nawet brakujący Żyd powoduje, że Naród Izraela jest niekompletny. Dziewięciu, nawet największych i najmądrzejszych rabinów, nie stworzy minjanu! Ale gdy dodać do nich małego chłopca, tuż po bar micwie, minjan będzie kompletny!

Gdy liczymy Żydów nie robimy różnicy, nie patrzymy na ich osiągnięcia bądź porażki. Rabin i nieuk, biznesmen i złodziej, bogacz i żebrak – wszyscy się jednakowo liczą, wszyscy są jednakowo ważni.

Skoro liczy się każdy Żyd, musimy starać się bardzo mocno, żeby żaden z naszych braci i sióstr nie był wykluczony ze społeczności.

To oznacza odpowiedzialność za innego, pomoc tym, którzy znajdują się na peryferiach w powrocie do centrum żydowskiego życia. Zatroszczenie się, by każdy czuł się mile widziany i ważny, nawet jeżeli nie zapłacił składek członkowskich. To oznacza także obowiązki dla każdego z nas – skoro jestem ważny i potrzebny, nie mogę zawieść.

Inne ideologie i style życia są coraz bardziej atrakcyjne dla nas. Ktokolwiek szuka ciepła, sensu życia i swojej społeczności jest dla tych grup łatwym i cennym łupem.

Dlatego jeśli nasza żydowska społeczność nie zatroszczy się o tych ludzi, ofiarując im dużo ciepła, życzliwości i miłości, mogą odejść szukać gdzie indziej.

Kilka lat temu słyszałem, jak pewien rabin mówił o fenomenie ruchu „Żydzi dla J.”, o tzw. judaizmie mesjanistycznym, który starają się przyciągnąć do siebie jak najwięcej Żydów, posługując się żydowską symboliką. Ale ich tzw. „synagogi” nie różnią się niczym od kościołów. Rabin ów opowiadał o ich metodach, i wysiłkach, by przyciągnąć do siebie najczęściej mało religijne, ale szukające sensu i celu osoby.

Ktoś z sali zapytał, jak ma rozpoznać prawdziwą synagogę, od takiej pseudo „synagogi”? Rabin odpowiedział wtedy, ze charakterystyczną rzeczą w tych pseudo „synagogach” jest morze miłości i zainteresowania dla każdej nowej osoby, która się tam pojawi.

Wszyscy są bardzo ciepli, życzliwi, pomocni, starają się bardzo byś poczuł się jak w domu. A co się dzieje, gdy przyjdziesz do prawdziwej synagogi, na przykład gdy jesteś w obcym mieście? Nikt cię nie przywita, będą tylko się przyglądać dziwnie. I bardzo prawdopodobne, że pierwszą osobą, która się do ciebie odezwie będzie ta, której miejsce w synagodze właśnie zająłeś... Z tym, że wcale nie będzie miła. Taka jest niestety zbyt często smutna rzeczywistość...

Musimy zwracać uwagę na każdą osobę, która przechodzi przez próg naszej synagogi. I musimy zrobić coś więcej, niż tylko czekać aż zbierze się w końcu minjan – musimy sprawić, żeby ludzi chcieli przychodzić na modlitwy.

Musimy wyjść do nich i poszukać ich na zewnątrz, gdziekolwiek się akurat znajdują. Wszystko po to, aby gdy ktoś okaże odrobinę choćby zainteresowania – jakaś zagubiona dusza szukająca swojej drogi życiowej – być gotowym na jej przywitanie jako społeczność i jako ludzie.

Więc gdy następnym razem zauważysz kogoś siedzącego z tyłu w synagodze i zagubionego, albo po prostu dostrzeżesz jakąś nową twarz – uśmiechnij się, podejdź. Być może uratujesz jakąś duszę. Bo naprawdę liczy się każdy Żyd.