Żydzi i oliwa
Autor: Yossy Goldman
Dzisiaj mury getta nie oddzielają nas już od reszty społeczeństwa. Prowadzimy szerokie interesy, przyjaźnimy się z nie-żydowskimi sąsiadami, wtopiliśmy się w zachodnią cywilizację. Dzisiaj zadajemy sobie pytanie - jak mamy znaleźć równowagę pomiędzy pozostawaniem Żydami z jednej strony, a byciem obywatelami świata z drugiej, zwłaszcza wtedy, gdy ten świat stanowi zagrożenie dla naszej żydowskiej tożsamości.
W parszy na ten tydzień dowiadujemy się, że Mojżesz zobowiązany został do dostarczenia do Przybytku czystej oliwy z oliwek, służącej do zapalania menory. Według Lubawiczer Rebe, własnie oliwa może być przykładem, jak prowadzić prawdziwie żydowskie życie w środowisku nie zawsze sprzyjającym naszym wartościom.
Oliwa (czy też szerzej olej) jest swoistym paradoksem. Z jednej strony szybko i łatwo rozpływa się, wsiąka, przenika substancję, z którą wchodzi w kontakt. Próbowaliście kiedyś wytrzeć tłustą plamę z placków ziemniaczanych na przykład? Ściereczka zaraz będzie cała tłusta. Z drugiej strony, w kontakcie z płynem, olej unosi się na powierzchni i nie miesza się! Pamiętam, gdy byłem w jesziwie, robiliśmy świeczniki chanukowe z buteleczek wypełnionych wodą, z odrobiną oliwy, która w cudowny niemalże sposób unosiła się na powierzchni wody. Wystarczyło dodać knot i - voila - nowoczesny świecznik chanukowy gotowy.
Podobnie jak oliwa, Żydzi także często włączają (mieszają się niejako) w różnorakie kręgi - społeczne, biznesowe, czy polityczne. I nie jest to od razu coś niepokojącego, stanowiącego zagrożenie. Jednocześnie jednak musimy stale pamiętać, by nigdy nie zapomnieć o naszej tożsamości. Nie możemy dopuścić do tego, byśmy się "rozpuścili" - zatracili i rozpłynęli w obcej kulturze.
Często czujemy silny przymus - czy to rzeczywisty, czy też nie - by dostosować się do otoczenia. Tylko nieliczni z nas mogą sobie pozwolić na bycie odrębnymi, wyróżniać się. Prawdą jest jednak, że inni szanują nas bardziej wtedy, gdy my szanujemy siebie samych. Jeżeli jesteśmy gotowi poświęcić nasze wartości, wyrzec się ich, to nasze nie-żydowskie otoczenie ma prawo obawiać się, że kiedyś zdradzimy i porzucimy także ich.
Mały przykład. Niemal każde duże miasto na świecie posiada koszerną restaurację, pełną żydowskich biznesmenów jedzących obiad ze swoimi nie-żydowskimi kontrahentami, klientami, wspólnikami. Wszyscy załatwiają interesy, negocjują, jedzą. Jak widać możliwe jest uczestniczenie w pełni w profesjonalnym, świeckim świecie, bez rezygnowania z bycia Żydem. Większość klientów restauracji jest zadowolona. Wielu z nas jednak narzeka, że nie może utrzymać wysokich standardów żydowskiego życia pragnąć aktywnie uczestniczyć w życiu otaczającego nas społeczeństwa. Jednak obawy wobec wymagań naszej religii są często przesadzone i nieuzasadnione. Pod warunkiem, że robimy to uczciwie i systematycznie, nasza wierność żydowskim wartościom zrobi w końcu wrażenie na nie-żydowskim otoczeniu i obdarzy nas ono większym zaufaniem we wszystkich obszarach naszych działań.
Jeden z moich przyjaciół, jako młody lekarz po studiach, dostał powołanie do odbycia służby wojskowej. Był on jednoznacznie religijny - jarmułka, broda itd. Właśnie jego broda była zasadniczo sprzeczna z regulaminem, wystarał się więc o specjalne pozwolenie na jej noszenie. Przez cały okres swojej służby w wojsku pozostał dumnym Żydem i ukończył ją z najwyższymi odznaczeniami. To był właśnie kidusz Haszem - publiczne uświęcenie Boskiego Imienia, przez pozostanie dumnym ze swojego pochodzenia i ze swojej religii w nie-żydowskim środowisku.
Idąc na kompromisy możemy być pewni, iż utracimy w końcu szacunek otoczenia. Duma (ale nie pycha) i szacunek do samego siebie zdobędą nam szacunek otoczenia, zarówno Żydów jak i nie-żydów. To sprawdzona metoda...
Wystarczy uczyć się od zwykłej oliwy. Wchodząc w interakcję z otaczającym światem, zachować naszą odrębność. Musimy zawsze pamiętać, gdzie biegnie granica.

