Żydowskim targiem
Autor: Shimon Posner
Historia którą za chwilę przeczytacie jest jak najbardziej prawdziwa. Niektóre nazwiska bohaterów zostały zmienione. Historia zaczyna się przed tysiącami lat...
Anioł zszedł na ziemie przekazać ludziom Torę i swoje pierwsze kroki skierował ku tybetańskiemu klasztorowi.
„To jest Tora’” zwrócił się do najważniejszego mnicha, podczas gdy reszta przyglądała się z ciekawością.
„Bardzo chcielibyśmy poznać jej naukę” odparł mnich. „Ja jestem Bóg, nie będziesz miał innych przede Mną”.
Lama uśmiechnął się ze współczuciem, podobnie jak inni mnisi. „Wszystko jest Jednym. Prawda przybiera różne postaci. Forma się zmienia.” mnich recytował uroczyście. „Kochaj wiedzę, żyj wiedzą. Nie pozwól by twoja wiedza przysłaniała ci świat.”
„Bo Ja jestem Bogiem zazdrosnym” wyszeptał anioł, bardziej do siebie niż do mnichów. Uścisnął dłonie mnichów i ukłonił się z szacunkiem. Anioł udał się na Przełęcz Chajberską w górach Afganistanu, gdzie spotkał gromadę postawnych, blond mężczyzn galopującą na koniach. Anioł zaczął opowiadać im o swoich dotychczasowych wysiłkach.
„Mnisi? Jacy mnisi? My jesteśmy lepsi od tych dzikusów z gór. Czego twoja Tora naucza?”
„Nie zabijaj” odpowiedział anioł. „Ha” wykrzyknął najbardziej bezczelny z jeźdźców, wyglądający jakby się poważnie zaciął przy goleniu nad górną wargą, „czemu więc ci głupi mnisi nie wzięli twojej księgi, pasuje do nich. Ale przecież my wiemy, że tylko najsilniejsi zdołają przetrwać.” Wspiął się na głaz leżący nieopodal, by być lepiej słyszanym przez towarzyszy i zaciekle perorował: „Czyż nie jest zadaniem silniejszego podbić słabsze, umysłowo ograniczone i żałosne narody?” krzyczał z pasją.
„Jawohl! Sieg!” odkrzykną tłumek jego współplemieńców. Anioł zrozumiał, że wiele tu nie wskóra. Zastanawiało go jedynie, dlaczego wszyscy wojownicy dookoła byli tacy wysocy i przystojni. Zapytał jednego z nich o to.
„Nie. Wśród nas nie ma ułomnych i brzydkich” odparł zapytany, „pozbyliśmy się ich zostawiając w lesie uwiązanych do drzew” dokończył z pogardą.
„Tym sposobem mamy teraz więcej jedzenia dla nas” dodała jego żona. Anioł powędrował na zachód, aż zatrzymał się nad Sekwaną. „Co za widok” pomyślał „przepiękna okolica”. „Merci monsieur!” usłyszał gdy tylko oznajmił iż ma wspaniały dar, „Mais, quest-qu’il ya dedans? Możemy się przyjrzeć z bliska?”
„Nie będziesz cudzołożył” powiedział anioł surowo. „O nie, oczywiście że nie! Jak można być niewiernym komuś ukochanemu? Złamać dane słowo? Non, jamais, mon cheri! Trzeba kochać życie i żyć żeby kochać. Życie bez miłości jest niewybaczalne! Trzeba rozkoszować się życiem! Joie de vivres! Spróbuj naszej kuchni, a przekonasz się...”
„Vay iz mir” wymamrotał anioł. Poszedł dalej, aż przybył na rynek, gdzie handlowano wszystkim, co można było sprzedać. „Tu na pewno dobiję targu” pomyślał. „Ja habibi!” krzyknął nieogolony sprzedawca, „napijmy się najpierw herbaty!” Wyciągnął filiżanki, nalał aromatycznego naparu (anioł miał wyraźne przeczucie, że jego był z „prądem”) i zaczęli rozmawiać o interesach.
„Nie kradnij” powiedział anioł zapytane o swój towar. „Ah waja waja!” sprzedawca żywo gestykulował. „Nigdy przenigdy! Co należy do innego jest jego. Zwłaszcza ziemia! Bo przyjdzie z pałką i odbierze siłą co jego. Ludzie są tacy podstępni...”
„Ja bym to zrobił lepiej” szepnął kupiec, „wpierw zabiłbym całą jego rodzinę - żonę, dzieci. I po kłopocie! Potem wybudowałbym ogromny dom na zagrabionej ziemi, i gdy ktoś by się upominał o sprawiedliwość płakałbym: Moja ziemia, moja ziemia!” Sprzedawca roześmiał się i nalał kolejna filiżankę herbaty.
Anioł udał się na północ, gdzie w pokoju wyłożonym mahoniem odbywały się ważne rozmowy ważnych osobistości.
Najważniejsza z siedzących tam osób zapytała: „Powiedz nam zatem z czym tak ważnym przychodzisz, że śmiesz zabierać nam czas? Tora powiadasz? Moi doradcy przeglądnęli już ten dokument, nie podoba mi się to „nie będziesz dawał łapówki”” rzekł zwracając aniołowi Torę.
„My uważamy, że oszustwo nie jest karalne, ale ty jesteś nowy w świecie wielkich finansów, więc pozwól że ci wytłumaczę. Prawdą jest, że pieniądze kręcą tym światem, ale bez smarowania nie kręciły by zbyt długo:” zaśmiał się głośno.
Anioł udał się w dalszą podróż. Próbował namówić kogoś po drodze do Tory, ale ten odparł, że szacunek dla rodziców jest piękny, owszem, ale powinien być ograniczony do dwóch najwyżej dni tygodniowo. Najlepiej zaś, żeby zajmowała się tym jego sekretarka... i uciekł na Bardzo Ważne Spotkanie.
I tak anioł trafił pod górę Synaj, do ludu Mojżesza, który o dziwo nie targował się wcale! Powiedzieli, że skoro Tora pochodzi od Boga, wezmą ją bez wahania. Tak po prostu, bez żadnych warunków wstępnych. Natychmiast. I na zawsze. Gdy anioł zapytał ich o to, usłyszał, że gdy się kogoś kocha , nie targuje się z nim.

