Pamięć
Autor: Yossy Goldman
 

2222.jpgW Szabat poprzedzający Tisza Beaw, dzień narodowej żałoby, czytana jest chaftara "Chazon" z Księgi Izajasza, opisująca słynną wizję propoka. A w sam dzień Tisza Beaw opłakujemy i rozpamiętujemy zburzenie obu Świątyń Jerozolimskich, poszcząc przez cały dzień.

Ale po co pamiętać? W jakim celu podtrzymujemy pamięć o wydarzeniach sprzed co najmniej 2000 lat? Świat nie może zrozumieć przecież naszej pamięci o Holokauście - a to wydarzyło się kilkadziesiąt lat temu! Przez 19 wików, rok po roku obchdziliśmy rocznice zburzenia Światyni, czyniąc z niej najsmutniejszy dzień w roku. Po co? To tylko historia. Trdno - zdarzyło się, ale po co przywoływać ciągle te tragiczne wydarzenia?

Opowiadają o Napoleonie, że pewnego razu przechodził właśnie przez dzielnicę żydowską w Paryżu i usłyszał płacz i zawodzenie dochodzące z synagogi. Zatrzymał się i zapytał co się stało, skąd ten lament? Ktoś powiedział mu, że właśnie Zydzi rozpamiętują zburzenie Świątyni Jerozolimskiej. "Kiedy to się stało?" - spytał Napoleon. "Jakieś 1700 lat temu" - usłyszał. Napoleon powiedział wtedy, że lud, który nie zapomina o swojej przeszłości będą mieli zapewnioną przyszłość.

Żydzi nie mają swojej historii. Mamy tylko pamięć. Historia znajduje się w podręcznikach i dziełach naukowych, często jest wystawiana w muzeach. Pamięć jest żywa. Pamięć jest gwarantem naszej przyszłości.

Kiedy pierwsza Świątynia została zburzona przez armię babilońską, Żydzi uprowadzeni w niewolę płakali: "Nad rzekami Babilonu siadaliśmy i płakaliśmy, wspominając Syjon". Za czym płakaliśmy? Za utraconymi domami, interesami z Ziemi Izraela? Nie - rozpaczaliśmy za utratą Syjonu. Za Jerozolimą. "Jeśli zapomnę o tobie, Jerozolimo, niech uschnie moja prawica, niech mój język przyschnie do podniebieni, jeśli nie będę wspominać ciebie, Jerozolimo!". Nie opłakiwaliśmy swojego losu, utraconej wolności, ale płakaliśmy za zniszczoną Jerozolimą i Świątynią. Będą w niewoli, marzyliśmy o powrocie, pośród ruin marzyliśmy o odbudowie.

I właśnie dlatego, że nie zapomnieliśmy, mogliśmy powrócić! Ponieważ nigdy nie pogodziliśmy się z wygnaniem i straconą wolnością, było nam dane odbudować wspaniałą społeczność żydowską na całym świecie, podczas gdy nasi najeźdźcy zniknęli ze sceny historii. Nie ma już babilończyków, ludzie mieszkający w Rzymie nie mają nic wspólnego z rzymianami, którzy zniszczyli Drugą Świątynię. Te narody przeszły do historii, podczas gdy my, Żydzi, wzmocnieni naszą narodową pamięcią o przeszłości, trwamy, rozwijamy się nawet, i jesteśmy przekonani że już na zawsze "Am Israel chaj!" - naród Izraela żyje!

Słyszałem kiedyś historię z czasów Holokaustu o pewnym uczonym w Torze i jego bratanku, którzy nawet w obozie koncentracyjnym studiowali razem Talmud. Studiowali traktat "Moed katan", który, paradoksalnie, dyskutuje na temat praw związanych z żałobą. I kiedy uczony w Torze zrozumiał, że nie zostało mu już wiele życia, powiedział do bratanka: "Obiecaj mi, że jeśli przeżyjesz, dokończysz studiowanie tego traktatu". Wśród całej tragedii swego położenia właśnie to było dla niego najważniejsze - nieprzerwane studiowanie Talmudu. Takie było jego ostatnie życzenie. Czy to jakieś szaleństwo, czy włąśnie to jest sekretem naszego przetrwania?

Tylko jeżeli będziemy pamiętać, jeśli będziemy obchodzić Tisza Beaw, możemy mieć nadzieję na odbudowanie Świątyni. W rzeczy samej, Talmud zapewnia, że: "Ktokolwiek płakał po zburzeniu Jerozolimy, będzie się cieszył jej odbudową". Jeśli chcemy powrócić kiedyś do Syjonu, do naszego dziedzictwa, jeżeli chcemy przetrwać wszystkie przeciwnośći, nigdy nie możemy zapomnieć. Musimy obchodzić nasz Dzień Pamięci. Zrezygnujmy z kina i wyjścia do restauracji. Siedźmy razem na podłodze, opłakujmy Jerozolimę, oraz co może najważniejsze ze wszystkiego - pamiętajmy. I miejmy nadzieję, że Bóg już wkrótce przywróci Swoją chwałę i odbuduje Swój wieczny przybytek.